Bornholm. Testujemy kusze marki TORSK

0

Po dłuższej przerwie postanowiliśmy wreszcie zanurzyć się w przezroczystej wodzie. Wyłączyliśmy wszystkie okoliczne baseny, które oferowały wprawdzie niezłą wizurę, ale brakowało w nich życia. Woleliśmy coś naturalnego. Wybór padł na Bornholm. Nieprzypadkowo. Wiele o nim wcześniej czytaliśmy, oglądaliśmy też filmy z polowań w tej okolicy, a na koniec zwróciliśmy się do Henrika, lokalnego łowcy i znawcy terenu. Zachęcił nas do przyjazdu, deklarując, że to idealna pora na turbota i troć wędrowną – dwa gatunki, o których po polskiej stronie możemy jedynie pomarzyć. Nie pozostało nam nic innego, jak zapakować po dach naszego vana i ruszyć w kierunku urokliwej, małej wysepki na środku Bałtyku.

PODRÓŻ

Oprócz motywu poznawczego i eksploracyjnego, głównym celem naszego wyjazdu było przetestowanie w warunkach morskich nowych kusz marki TORSK. Wzięliśmy ze sobą dwa flagowe modele: TORSK Fiord 60 i TORSK Walhalla 75. Byliśmy ciekawi, jak sprawią się w wodach o większej przejrzystości i falowaniu i czy ich obsługa w wodzie będzie równie łatwa i intuicyjna, jak w przypadku zeszłorocznych testów w jeziorach.

Bornholm. Gotowi do wejścia do wody

Zanim dane nam było otrzymać odpowiedzi na te pytania, czekała nas jeszcze podróż, która stanowi dla nas część łowieckiej przygody. Tak było i tym razem. Już na starcie musieliśmy modyfikować plany. Katamaran, który miał nas zabrać z Kołobrzegu do Nexø nie wyszedł w morze z powodu sztormowych fal i nasz rejs został odwołany. Na szczęście, szybko znaleźliśmy alternatywę i kilkanaście godzin później siedzieliśmy wygodnie na decku promu odbijającego z portu w niemieckim Sassnitz. Po niespełna czterech godzinach witaliśmy pagórkowate brzegi Rønne, a za kolejną godzinę byliśmy już w Gudhejm, malowniczym miasteczku na północy wyspy. Po nużącej podróży, jedyne na co było nas stać to spacer po pustej plaży i podziwianie pięknie rozplanowanych nadmorskich domków. Istna uczta nawet dla niewprawnego w architekturze oka. Jednak prawdziwa nagroda miała na nas czekać dopiero następnego dnia.

KRYSZTAŁOWE WODY BORNHOLMU

Piątkowy poranek przywitał nas słońcem i bezchmurnym niebem. Z okna naszego domku rozpościerał się piękny widok na spokojny, praktycznie niepofalowany Bałtyk. Na szczęście nie ulegliśmy pokusie błogiego lenistwa z kawą i książką w ręku. Zebraliśmy się do śniadania, ze świadomością, że im później zjemy, tym później będziemy mogli wejść do wody. Rozpoczęliśmy od sesji filmowo-zdjęciowej, by chwilę później, w pełnym rynsztunku stawić się w niewielkiej marinie. Z góry, z pirsu woda wydawała się czysta. Pierwsze zanurzenie potwierdziło nasze przypuszczenia. Słowo „klar” było w tym przypadku nie na miejscu. Woda była K R Y S Z T A Ł O W A.

Kryształowe wody Bornholmu

Sprzęt podzieliliśmy między siebie tak, żeby każdy mógł przestrzelać każdym z modeli. Mnie przypadł na początku TORSK Walhalla 75. Na spokojnej wodzie naciągnąłem gumę 17,5 mm na pierwszy zadzior, z zamiarem spenetrowania dna i poszukania tzw. „płaskich”, czyli fląder i obiecanych turbotów. Słabsza moc to również atut w przypadku strzelania do dorszy ukrytych w załomach, roślinności otoczonej kamieniami lub pod głazami. Unikamy dzięki temu pokrzywienia strzały i stępienia grotu. Z taką wizją wypłynąłem w stronę skałek, na których łamała się wzbierająca się już nieco fala. W spienionej płytkiej wodzie napłynąłem na dwie, sporych rozmiarów trocie wędrowne. Spotkanie ich w dzień to rzadkość, a upolowanie ich to jeszcze większy wyczyn. Ryby były jednak poza zasięgiem strzału i szybko odpłynęły w bezpieczne miejsce. Pozostał niezapomniany widok i sporo adrenaliny.

TESTOWANIE

Skierowałem się w stronę otwartego morza, z nadzieją na spotkanie innych gatunków. Kiedy minąłem zamykające niewielki port skałki, a woda się uspokoiła, naszym oczom ukazał się krajobraz, który Daniel trafnie nazwał „grouperowym”. Pofałdowane formacje skalne z wielką liczbą głazów i załamań ciągnęły się dziesiątki metrów w każdą stronę. Wszystko do głębokości 10-12 metrów, nawet po odpłynięciu prawie kilometra od lądu. Doskonałe miejsce do polowania, zwłaszcza, że widoczność pod wodą sięgała 15 metrów. Taki Adriatyk, tylko że z 7-stopniową wodą. Nie zrobiło to jednak na nas większego wrażenia. Pianka EPSEALON Shadow, w komplecie 7 mm góra i 5 mm dół, dawała mi pełny komfort termiczny. Daniel, ubrany w 5 mm górę także nie narzekał. Dopiero po 3 godzinach nasze dłonie odmówiły współpracy i czas było wracać.

Zanim jednak wróciliśmy do bazy udało mi się wypatrzeć kilka dorodnych fląder i strzelić je z mojego nowego TORSKa Walhalla 75. Po pierwsze, chciałem przetestować celność tej kuszy przy strzałach z większej odległości. Po drugie, sprawdzić jej manewrowalność w wodzie o nieznacznym prądzie. Mimo, że kusze TORSK to budżetowy sprzęt, sprawdziły się doskonale w każdych z testowanych przez nas warunkach. Strzały były precyzyjne i celne. Odchudzona strzała (w wersji testowej na jeziorach miała 6,75 mm, teraz – 6,5 mm) jest wyczuwalnie szybsza, a celność podtrzymywana jest przez prowadnicę nałożoną na całej długości łoża. Krótka stopka daje pewne oparcie podczas ładowania. Ergonomiczna rękojeść pozwala na pewny chwyt, co przekłada się na możliwość swobodnego manewrowania w każdym kierunku. Kołowrotek pracuje bez zastrzeżeń i bez zacięć. Jedyne, co ewentualnie bym zmodyfikował, to głowica zamknięta, która trochę wydłuża załadowanie strzały na bujających falach. Usunięcie metalowej nakładki to kwestia wybicia nitu mocującego i mamy piękną 75-tkę z systemem otwartym. Oprócz kuszy testowaliśmy także sprzęt marki EPSEALON, o czym postaramy się napisać innym razem. Szczególnie dobrze w testach wypadła maska Sea Wolf Red Flash.

Maska Epsealon Sea Wolf Red Flash

Wrażenia z użytkowania kuszy TORSK Fiord 60 były bardzo podobne, jak w przypadku nieco dłuższej Walhalli, co w sumie nie zaskakuje. Jedynie zasięg strzału okazał się mniejszy. Krótszego TORSKa zabrałem na ponad 10-metrową głębokość, gdzie penetrowałem jamy pod kamieniami w poszukiwaniu dorsza. Niestety, tym razem nie miałem wystarczająco dużo szczęścia i nie znalazłem żadnego. Nie dane mi było również spotkać turbotów i nagładów obiecanych przez kolegę z Danii, ale domyślam się dlaczego. Występują one na dużych powierzchniach pokrytych piaskiem, których w naszym rejonie polowania było jak na lekarstwo. TORSK Fiord 60 radził sobie z flądrami równie dobrze jak Walhalla, jednak następnym razem nie ma sensu dublować sprzętu i na polowanie w Bałtyku zabiorę ze sobą bardziej uniwersalną 75-tkę.

UROKI BORNHOLMU

Kolejny dzień przyniósł ochłodzenie, deszcz i wysoką wodę na morzu. Fląder mieliśmy pod dostatkiem, ale na rybę swobodnego żeru nie było szans. Zdecydowaliśmy się więc na wycieczkę na zachodnie wybrzeże do Hammerhavn, miejscówki polecanej przez Henrika. Tutaj było jeszcze gorzej. Wysoka fala i porywisty wiatr skutecznie wybiły nam z głowy polowanie. Pozostało zwiedzanie okolicznych miejscowości, wizyta w lokalnej wędzarni, gdzie mieliśmy okazję skosztować smacznego śledzia w wielu postaciach i ostatecznie pakowanie do podróży powrotnej. Zgodziliśmy się co do tego, że nasza pierwsza wizyta na duńskiej wyspie była zdecydowanie zbyt krótka. Jesteśmy pewni, że wrócimy tutaj nie raz wraz z naszym projektem ApneaEvents i być może wspólnie z Wami odkryjemy więcej tajemnic Bornholmu, ukrytych zarówno na lądzie jak i pod powierzchnią wody.

Zobaczcie koniecznie galerię zdjęć z naszego wypadu na Bornholm.

Share.

About Author

Tomasz Stelmach

Zapalony łowca podwodny, kontynuujący tradycje rodzinne sięgające lat 60. Nieustannie poszukujący nowych łowisk i chętny do wypraw spearfishingowych w najdalsze zakątki Ziemi. Potrafi zarazić swoją pasją nawet najbardziej zagorzałych przeciwników podwodnych łowów, które, jak twierdzi: ”zgodne z prawem, ekologią i poszanowaniem natury, mogą być wspaniałym, a jednocześnie niezwykle wymagającym hobby”.

Comments are closed.